Kuchnia w mące. Woda na podłodze. Odruchowe rozchlapywanie wody po całym pomieszczeniu. Chwianie się na stołeczku. Wypluwanie jedzenia do wspólnej miski… Krzyk… Rzucanie się na podłogę… Bo banan sam się przepołowił… Śmiech. Rzucanie w ścianę umytymi ziemniakami. Plusk… ! Wrzucanie ich z całej siły w wodę. Tak… Takich rzeczy można się spodziewać gdy zaprosimy malucha do kuchni. Czy warto? Warto!
Zdjęcie z galerii Pexels
Gotowanie z małym dzieckiem. Czy warto?
Gotowanie z maluchem niewątpliwie oznacza dłuższą pracę oraz więcej sprzątania. Wymaga poświęcenia dodatkowej uwagi, ponieważ należy zapewnić mu bezpieczeństwo. Posiłek powinien być zaplanowany tak aby wiedzieć co będzie przygotowywane i jakie zadania może wykonać dziecko. Mimo tych wszystkich wad, zapraszam swoje dziecko do kuchni. Rozwija to jego kompetencje: motorykę, uważność, planowanie, poczucie sprawczości. Zachęca do pomagania. Daje poczucie uczestniczenia w czynnościach domowych. Rozwija zaradność. Gotujący od dawna trzylatek może już dużo pomóc w kuchni.
Jakie zadania można dać dziecku? Orientacyjne przedziały wiekowe
Roczniak może usiąść przy stole i coś wymieszać. (Na pewno rozsypie dużo wokół siebie.)
1,5-roczniak przełoży obierane ziemniaki do garnka a potem umyje. (Możliwe, że będzie rzucał i rozbryzgiwał wodę po kuchni.) Spróbuje też rozładować zmywarkę.
2-latek wymiesza ciasto na naleśniki. Wleje mleko, wodę, wsypie mąkę, rozbije nawet jajko. Wymiesza ciasto. Pokroi banana nożem do smarowania.
2,5-latek obierze marchewkę obieraczką. (Jeśli się nie boicie, że sobie przytnie palce.) Marchewka oraz pietruszka dobrze się do tego nadają. Mają prostą powierzchnię i są łatwe w bezpiecznym obieraniu.
3-latek zetrze jabłko na tarce.
Zdjęcie z galerii Pexels
Praktyczna wskazówka
Na koniec jeszcze jedna praktyczna wskazówka. Warto zaplanować wcześniej kilka zadań do wykonania przez dziecko. Gdy zobaczysz pierwsze oznaki znudzenia, przekieruj uwagę na inną aktywność. Znudzony maluch może bałaganić ze zdwojoną mocą. 😉 Oszczędzi Wam to na pewno wiele niepotrzebnych emocji.
Ostatnio pisałam o tym jak u mnie w domu wyglądały początki rozszerzania diety (tutaj). Nie oszukujmy się, niektóre sprawy potrafią wyglądać pięknie w teorii jednak praktyka często nas przerasta. Do dzisiejszego wpisu zebrałam to co wydaje się być najtrudniejsze i budzi największe obawy wśród rodziców i innych osób opiekujących się dzieckiem.
Bałagan
Bałagan to chyba drugie imię BLW. Na każdym etapie samodzielnego jedzenia mojego syna wyglądał on inaczej, więc inne środki musiały być podejmowane, żeby go ograniczyć. 😀 Na samym początku kawałek jedzenia był brany do buzi, przeżuwany i wypluwany na stół lub wyrzucany na podłogę. Potem, gdy był głodny zjadał jedzenie bardzo ostrożnie a rozrzucał je dopiero gdy się najadł. Zdarzało się też tak, że gdy od razu na talerzu pojawiło się za dużo jedzenia rozrzucał większość na podłogę i zostawiał jeden kawałek, który wkładał do buzi a potem oczekiwał na podanie większej ilości. 😀 Na pewno to jak będzie bałagan wyglądał u Was zależy od Waszego dziecka. Zawsze warto dostosować do niego swoją reakcję. Piszę Wam o tym, żebyście wiedzieli, że nie tylko Wasze dziecko bałagani ;).
Co robiłam:
pod stołem miałam obrus 😉 . Sprawdził się on lepiej od folii. Można łatwo utrzymać higienę: wytrzepać i wyprać. To co się stanie z jedzeniem, które na niego spadnie zależy od Was. Możecie z takiego czystego obrusu je podnieść i zjeść, podać dziecku lub wyrzucić jeśli Wam to odpowiada,
podawałam maluchowi jedzenie w małych porcjach i dokładałam na talerz,
zaopatrzylam się w śliniaki z długimi rękawami i kieszonką. Gdy syn miał około 9 miesięcy sam wyciągał sobie z nich jedzenie, które tam wpadło.
Marnotrawienie
Nawet jeśli zdecydujecie się jeść z obrusu na podłodze to część jedzenia nie będzie już zdatna do spożycia. Szacunek do jedzenia jest w naszej kulturze bardzo ważny. Ja sama nie mogłam znieść tego, że spada ono na ziemię. Ale potem pomyślałam o tym w inny sposob:
każda nauka samodzielnego jedzenia dziecka wiąże się ze stratami jakiejś części potrawy. Przy takiej formie posiłku jestem w stanie więcej z niego odzyskać niż z tzw. papki,
to dla dziecka świetna nauka, zabawa, a czasem terapia sensoryczna dzięki poznawaniu nowych konsystencji. Daje to dużo radości. Jest mniej szkodliwe dla środowiska niż gdybyśmy kupowali dziecku plastikowe zabawki.
Zakrztuszenia i zadławienia
Teoretycznie dziecko, które jest prawidłowo posadzone je bardzo ostrożnie. Czym wcześniej zaczyna jeść samo, tym większa szansa, że odruch odkrztuszania będzie uczył go samodzielnego połykania. W naszym przypadku zakrztuszenia zdarzyły się kilkakrotnie ale tylko wodą. Najczęściej wtedy, gdy sama wlałam za dużo wody do kubka i syn był tym zaskoczony. Zadławienie na szczęście nigdy nie miało miejsca. Na pewno, nie tylko stosując BLW, warto dowiedzieć się jak prawidłowo udzielać pierwszej pomocy. I tutaj z mojego doświadczenia, lepiej przejść się na dobry kurs pierwszej pomocy lub zapytać doświadczonego ratownika medycznego niż szukać rad w internecie. Naprawdę niektóre są niebezpieczne!
Jedzenie sztućcami
Niektórzy obawiają się, że dziecko, które na początku je dłońmi nie będzie chciało jeść sztućcami. Nie jest to uzasadnione. Maluch zawsze chce robić to co rodzic. Warto mu więc pozwolić na to gdy samo wyrywa się do nauki jedzenia sztućcami. Czasem rodzice tego nie robią obawiając się bałaganu a potem dziwią się że maluch jeszcze tego nie umie.
Mam nadzieję, że rozwiałam największe wątpliwości odnośnie umożliwiania maluchowi samodzielności przy jedzeniu. Kolejne wpisy będą już o tym co jest dobre w BLW i czego uczy ono nasze dzieci.
*Wpisy mają charakter wyłącznie informacyjny. Nie zastąpią one konsultacji medycznej. Sposób żywienia dziecka zawsze konsultuj z lekarzem pediatrą.
Bibliografia
Murkett T., Rapley G., Bobas lubi wybór, wyd. Mamania Minge N., Minge K., Rodzicielstwo bliskości. Jak zbudować więź z dzieckiem?, Edgard 2013 Poradnik żywienia niemowląt. Krok po kroku od narodzin do pierwszych urodzin. Medycyna Praktyczna, Kraków 2014 (do ściągnięcia tutaj: https://1000dni.pl/ )
Początki prawie zawsze bywają trudne. A czasem… nierealnym okazuje się zacząć w taki sposób jak się planowało. Tak stało się i w naszym przypadku gdy chcieliśmy dać naszemu synowi większą niezależność przy jedzeniu. Karmienie metodą BLW (ogólne zasady znajdziecie tutaj) zakłada, że dziecko musi umieć siedzieć. Wtedy jest stabilne i przede wszystkim bezpieczne. Autorki powyższej metody twierdzą, że wraz z kompetencjami przydatnymi do jedzenia takimi jak np. żucie, pojawia się umiejętność siedzenia. Mniej więcej w tym samym czasie maluch jest gotowy do wprowadzania pokarmów stałych.
Czy tak jest rzeczywiście i jak się to ma do oficjalnych wytycznych? Rozszerzanie diety powinno się rozpocząć między 17 a 26 tygodniem (tutaj informacje). Jest to najpóźniej koniec 6 miesiąca życia dziecka. Czy maluch musi już wtedy samodzielnie siedzieć? Według wielu specjalistów od rozwoju – nie musi, a czasem nawet lepiej później niż wcześniej 😉 . ( Więcej o rozwoju motorycznym dziecka polecam poczytać na tym blogu: mamafizjoterapeuta )
Jak rozpoczynaliśmy?
Zanim mój syn skończył 6 miesięcy był bardzo ciekawy wszystkiego co robiliśmy. Włączało się w to nasze jedzenie i picie. Trzymaliśmy malucha u siebie na kolanach (o tym jak prawidłowo podtrzymywać takiego malucha możecie przeczytać tutaj ) i czasami podawaliśmy mu jabłko do wyssania albo kubek (otwarty) z wodą do picia. Był tym zachwycony. Z BLW musieliśmy poczekać do momentu jak będzie już potrafił dłuższą chwilę siedzieć stabilnie sam. U nas stało się to około 9 miesiąca życia. Wcześniej podawaliśmy zmiksowane pokarmy.
Początki BLW wyglądały tak, że syn wkładał jedzenie do buzi, próbował smaku a następnie wypluwał. Zdecydowaliśmy się wtedy kontynuować karmienie łyżeczką oraz jednocześnie dawać mu możliwość na eksperymenty z samodzielnym jedzeniem. Dla niego to była świetna nauka i zabawa a dla mnie chwila oddechu i przede wszystkim czas na zjedzenie posiłku w spokoju. Potem stopniowo zwiększała się ilość zjedzonych samodzielnie potraw i karmienie metodą mieszaną nie było już potrzebne.
Frustracje
Prawdopodobnie jak każdego rodzica dopadały mnie wątpliwości. Najpierw: czy mu się nie stanie coś złego? Potem: czy się naje? Następnie: kiedy zacznie się najadać pokarmami stałymi tak, żebym mogła skończyć karmić piersią? Ale były też inne: bałagan i irytacja jeśli chodzi o zabawę jedzeniem.
Jeśli takie wątpliwości Was dopadną to jednak polecam je w większości usunąć z głowy i cieszyć się chwilą wolną gdy maluch jest zajęty eksplorowaniem fantastycznych konsystencji potraw. 😉 Czas na wypicie ciepłej herbaty przy małym dziecku był dla mnie bezcenny. Więcej o wadach i zaletach pozwalania maluchowi aby nadł samodzielnie przeczytacie w kolejnych artykułach. Postaram się dać pewne wskazówki jak sobie radzić z podobnymi obawami.
*Wpisy mają charakter wyłącznie informacyjny. Nie zastąpią one konsultacji medycznej. Sposób żywienia dziecka zawsze konsultuj z lekarzem pediatrą.
Minge N., Minge K., Rodzicielstwo bliskości. Jak zbudować więź z dzieckiem?, Edgard 2013
Poradnik żywienia niemowląt. Krok po kroku od narodzin do pierwszych urodzin. Medycyna Praktyczna, Kraków 2014 (do ściągnięcia tutaj: https://1000dni.pl/ )
Czy każdy Bobas Lubi Wybór? No pewnie! A czy to jest kaprys? Jeśli tak, to taki sam jak Twój gdy zamiast ziemniaka decydujesz się zjeść marchewkę. 😉 BLW to skrót od „Baby-led Weaning” co jest luźno tłumaczone na język polski jako „Bobas Lubi Wybór” (to hasło pojawiło się już na blogu wraz z przepisami w zakładce KUCHENNIE). Jest to metoda karmienia niemowląt, która stanowi alternatywę dla popularnych w naszej kulturze zmiksowanych potraw.
Dzisiaj napiszę Wam bardzo ogólnie na czym polega takie karmienie niemowlaka. Szykuję już kolejne teksty, gdzie opowiem jak to wszystko działa w praktyce :).
Nie miksować? Czyli jak?
O tym, że dziąsła niemowlaka potrafią nieźle rozgniatać i ciąć dowiedziała się niejedna mama karmiąca piersią. Wiadomo, że zęby mają większe możliwości ale potrawy da się przygotować w taki sposób, żeby maluch poradził sobie bez nich.
Jeżeli tak, to można zaryzykować i spróbować dać maluchowi jedzenie, które nie było wcześniej rozgniecione. Ale co z zakrztuszeniem i zadławieniem? Według autorek przytoczonej przeze mnie książki, są to dwa różne procesy. Zakrztuszenie się jest odruchem obronnym i bezpośrednio nie jest niebezpieczne. Zadławienie wiąże się z wpadnięciem części stałej do dróg oddechowych. Wtedy należy udzielać pierwszej pomocy zgodnie z obowiązującymi standardami. Czy przy BLW jest to częste? Podobno nie. Dziecko, które prawidłowo siedzi (jest wychylone do przodu) i od wczesnych miesięcy życia próbuje samo jeść, robi to bardzo ostrożnie. W ciągu pierwszych dwóch tygodni stosowania tej metody więcej wypluje niż zje. Potem stopniowo zwiększa się ilość zjedzonego pokarmu. W tym czasie nadal podstawą żywienia jest mleko mamy albo modyfikowane. Założenie BLW jest takie, że dziecko samo decyduje ile je pokarmów stałych i jak dużo pije mleka. Cały proces ma przebiegać naturalnie, z dużym zaufaniem do dziecka.
Przy stosowaniu metody BLW wszyscy domownicy jedzą wspólnie. Każdy członek rodziny je to samo i ma do wyboru po kilka produktów na talerzu. Rodzic ma więc czas na swój posiłek a cała rodzina może ze sobą rozmawiać. Dziecko nie jest już biernym obserwatorem (często robiącym awanturę i domagającym się zjedzenia dokładnie tego co rodzice) ale uczestnikiem wspólnego wydarzenia. Na malucha nie zwraca się szczególnej uwagi, nie komentuje, nie krzyczy i nie zmusza do jedzenia. Kiedy jest posadzone do posiłku nie może być głodne, zmęczone ani rozdrażnione.
Rodzaje pokarmów
Zgodnie z obecnymi oficjalnymi standardami maluchowi nie powinno się podawać produktów solonych, smażonych czy zawierających cukry proste. Z uwagi na charakter BLW należy także unikać produktów, które wyjątkowo narażają na zadławienie jak np. całe winogrona, orzechy itp. Cała rodzina musi jeść to co dziecko i w tym samym czasie. Czas więc na zmianę swoich przyzwyczajeń na zdrowsze.
Wątpliwości…
Metoda zakłada, że dzieci, które mają przed sobą zdrowe produkty wybiorą te zawierające składniki, których potrzebują w danej chwili. Powołuje się ona jednak na badania, które nie są do końca zweryfikowane z uwagi na ich rzekomo błędną metodologię. Ale powiedzmy sobie szczerze, że to rodzic i tak w ostateczności decyduje o tym co pojawi się na stole przed dzieckiem. Z drugiej strony nawet gdy dostaje ono zmiksowane potrawy, to często ich kompozycja nie odpowiada dziecku i nie chce jeść. Sposób żywienia malucha zawsze warto skonsultować z lekarzem pediatrą. Generalnie tę metodę stosuje się u dzieci zdrowych, bez problemów z przybieraniem na wadze. BLW można dostosować do oficjalnych wytycznych, które mówią o tym jakie potrawy dziecko powinno zjadać, w jakim wieku i w jakiej kolejności. Stronę z takimi wytycznymi podaję w linku w bibliografii. Ze względu na bezpieczeństwo:
zawsze myj dziecku ręce przed posiłkiem,
nie zostawiaj dziecka samego przy stole,
nie zostawiaj malucha samego z jedzeniem,
pilnuj odpowiedniej pozycji: dziecko powinno być lekko przechylone do przodu tak aby mogło z łatwością wypluć jedzenie. Musi już siedzieć stabilnie.
Podsumowując, BLW jest metodą żywienia dzieci, która akceptuje ich własne zdanie, daje wybór. Nie zmusza do jedzenia i umożliwia maluchowi kontrolowanie uczucia głodu i sytości, wspiera koordynację oko – ręka. Może też pomóc rodzicom odpocząć i zjeść wspólnie w spokoju ciepły posiłek.
Jak to wygląda w praktyce? O tym będzie w kolejnym wpisie. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o metodzie odżywiania dzieci BLW lub innych bardziej popularnych w naszej kulturze to sięgnijcie po pozycje z bibliografii. Możecie też spojrzeć na udostępniony tutaj film, w którym profesor Mirosław Jarosz z NCEŻ (Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej) wypowiada się na temat BLW.
*Wpisy mają charakter wyłącznie informacyjny. Nie zastąpią one konsultacji medycznej. Sposób żywienia dziecka zawsze konsultuj z lekarzem pediatrą.
Minge N., Minge K., Rodzicielstwo bliskości. Jak zbudować więź z dzieckiem?, Edgard 2013
Poradnik żywienia niemowląt. Krok po kroku od narodzin do pierwszych urodzin. Medycyna Praktyczna, Kraków 2014 (do ściągnięcia tutaj: https://1000dni.pl/)
PS Zdjęcie w nagłówku autorstwa Trang Doan z Pexels
„Rodzic nigdy nie może zapomnieć, że uczenie się to najbardziej ekscytująca zabawa – to nie jest praca. Uczenie się jest nagrodą; nie karą. Uczenie się to także przyjemność; nie obowiązek. Uczenie się to przywilej; nie wyrzeczenie. Rodzic musi o tym pamiętać zawsze i nie wolno mu zrobić czegokolwiek co zniszczyłoby ten naturalny stosunek do nauki swoich dzieci.” (tłum. aut.)
Glenn Doman
Dzisiaj napiszę o idei nauczania dzieci metodą Glenna Domana, w której ważne jest przede wszystkim to aby nauka była najlepszą przyjemnością w życiu. Dla dzieci każda aktywność jest odkrywaniem nowych możliwości. Warto więc wykorzystać wczesne lata życia do tego aby zorganizować najlepsze zabawy świata!
Powyższa metoda jest skierowana do bardzo małych pociech – w wieku od 0 do 6 lat. Co więcej, jej autor twierdzi, że taką naukę przez zabawę najlepiej rozpocząć najwcześniej jak to możliwe. Dostosowuje się ją jednocześnie do wieku i charakteru naszego dziecka. W ten sposób możemy nawet niemowlaka nauczyć np. czytać lub liczyć. (W kolejnych artykułach przybliżę Wam jak to wygląda w praktyce.) W efekcie jej stosowania, nawet trzyletnie dziecko jest w stanie płynnie czytać nowe książki. Teraz zapewne niektórzy z Was zastanawiają się nad tym czy wprowadzanie dziecku aż tak rozwijających aktywności jest uzasadnione. Okazuje się jednak, że warto przemyśleć takie zabawy. Jak twierdzą psychologowie wczesna edukacja wpływa na ilość połączeń nerwowych w mózgu, a więc na jego rozwój. Może mieć ona ogromne znaczenie dla przyszłych możliwości dziecka – kreatywności, pamięci czy też umiejętności uczenia się. Jest to tym bardziej ważne, że dopiątego roku życia mózg jest ukształtowany już w 80 procentach. Oznacza to, że do tego czasu mamy największy wpływ na potencjał naszego dziecka. Warto go wykorzystać w pozytywny sposób.
Odkrywanie ludzkich możliwości
Zdjęcie autorstwa Tatiana Syrikova z Pexels
O tym jakie niesamowite skutki przynosi wczesne nauczanie dowiedzieli się autorzy powyższej metody pracując z dziećmi niepełnosprawnymi intelektualnie. Zaskoczeni efektami swojej pracy postanowili rozpropagować zabawy wśród zdrowych dzieci.
Do Instytutu Osiągania Ludzkich Możliwości w Pensylwanii prowadzonego przez fizjoterapeutę Glenna Domana przyjeżdżały dzieci z bardzo poważnymi upośledzeniami intelektualnymi. Osoby, które według lekarzy skazane były na paraliż, przebywanie przez całe życie w specjalnych ośrodkach… Spodziewano się, że nie będą w stanie się porozumiewać i normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Były to m.in. przypadki osób z wyciętą jedną półkulą mózgu.
Po wnikliwych obserwacjach dzieci zdrowych i tego co wspierało ich rozwój stopniowo opracowywano eksperymentalne metody rehabilitacji. Efekty były zdumiewające. Osoby te niejednokrotnie udało się doprowadzić do poziomu intelektualnego przeciętnego człowieka, czasami nawet wyższego. Jeśli więc znacie jakieś dziecko z tego typu problemami, koniecznie przeczytajcie książkę pt. „What To Do About Your Brain-Injured Child” napisaną przez Glenna Domana.
Po osiągnięciu tak wyjątkowych efektów w rehabilitacji dzieci upośledzonych umysłowo zadano sobie kolejne pytanie: czy czegoś nie zaniedbujemy wychowując zdrowe dzieci?
Glenn Doman przedstawił inne spojrzenie za zachowania i możliwości małych dzieci niż te, które są najbardziej popularne. Twierdził, że jako dorośli nie doceniamy możliwości naszych dzieci i ich chęci zdobywania wiedzy. Często także źle interpretujemy ich zachowania. Oto przykłady:
jeśli maluch coś psuje to często oznacza, że chce wnikliwie poznać przedmiot. Na wczesnym etapie życia często nie robi tego ze złośliwości,
krótkie skupienie nad czymś zwykle nie oznacza problemu z koncentracją. Dziecko aż tak szybko zdobywa nową wiedzę, że nie potrzebuje długo się czymś zajmować,
do czwartego roku życia dziecko ma największy głód wiedzy. Można je wtedy nauczyć niemal wszystkiego,
prawidłowy rozwój ruchowy jest niezwykle ważny dla mózgu. Warto zadbać o to aby każdy etap przebiegał odpowiednio,
to, że dziecko nie mówi nie oznacza, iż nie jest w stanie się uczyć czytać,
dziecko może być w stanie się nauczyć czytać nawet w sytuacji gdy będziemy mu regularnie pokazywać napisy na billboardach,
wczesne czytanie to dla dziecka źródło radości i satysfakcji. Czym mniejsze jest dziecko tym chętniej i szybciej się uczy. Umiejętnie prowadzona nauka to świetna zabawa,
wczesne czytanie wspiera rozwój mowy. Napisany wyraz zawsze wygląda w taki sam sposób. Brzmieć może jednak za każdym razem inaczej,
nie wolno dziecka sprawdzać! Sprawdzanie je nudzi, niczego nie uczy, drażni i utrwala przekonanie, że rodzić w nie wierzy w umiejętności dziecka.
Wewnętrzny lektor
Wczesna nauka czytania metodą globalną najprawdopodobniej ustrzeże nasze dziecko przed wystąpieniem u niego wewnętrznego lektora. Pomoże mu to czytać nawet kilka razy szybciej niż robi to przeciętny człowiek.
Jest to zjawisko, które występuje u większości z nas i polega na powtarzaniu w głowie lub w skrajnym przypadku także na głos przeczytanego tekstu. To bardzo spowalnia czytanie, wpływa na pogorszenie stopnia zrozumienia i zapamiętania tekstu. Pozbycie się go wymaga włożenia w to sporego wysiłku. (Będę o tym pisała w artykule poświęconym szybkiemu czytaniu.)
Jak się bawić?
Zdjęcie autorstwa Katie E z Pexels
Teraz czas przybliżyć w skrócie na czym polegają zabawy. Więcej będę jeszcze na pewno pisała w innych artykułach. Jeśli planujecie wcielić, którąś z nich w życie to polecam przeczytać pozycje z bibliografii a szczególnie tę napisaną przez autorów z Polski.
Czytanie
Czytać można nauczyć nawet niemowlaka. Należy w tym celu przygotowywać odpowiednie materiały. Są to np. tabliczki z bardzo dużymi literami (o wysokości nawet 8 centymetrów) czy też odpowiednie książeczki. Prezentuje się je dziecku regularnie. Dziecko uczy się na zasadzie rozpoznawania obrazów. Są to tylko przykłady, na których się uczy. Później będzie w stanie przeczytać cokolwiek nowego. Duża ilość słów i przykładów ich odmiany jest w języku polskim konieczna ze względu na jego fleksyjność.
Matematyka intuicyjna
Aby wprowadzić maluchowi matematykę wystarczy pokazywać mu działania na kropkach. Za ich pomocą dodajemy, dzielimy, potęgujemy itd… Na samym końcu dopiero wprowadzamy liczby.
Wiedza
Aby przekazać jakąkolwiek wiedzę można regularnie prezentować kartki z podpisami.
Na wczesnym etapie życia najważniejsze jest jednak pokazywanie różnorodności świata tak aby wzbudzić ciekawość dziecka.
Co jest najważniejsze?
Kiedy już zagłębimy się w techniki nauczania bardzo łatwo jest stracić z pola widzenia to co najważniejsze. Jest to radość, doświadczana zarówno przez dziecko jak i rodzica. To ona jest w stanie dodatkowo rodzić niezwykłą bliskość pomiędzy rodzicem a dzieckiem i wpływa na zapamiętywanie. Odpowiednie nastawienie jest tutaj kluczem do sukcesu.
*powyższy wpis ma jedynie charakter informacyjny. Przed zastosowaniem tej metody warto skonsultować się ze specjalistą np. psychologiem (autorzy polskiej książki pracują w Poznaniu tutaj link).
Bibliografia – Doman G., Doman J., How To Teach Your Baby To Read, SquareOne Publishers, Nowy Jork 2006 – Minge N., Minge K., Jak kreatywnie wspierać rozwój dziecka?, Edgard 2011