Kuchnia w mące. Woda na podłodze. Odruchowe rozchlapywanie wody po całym pomieszczeniu. Chwianie się na stołeczku. Wypluwanie jedzenia do wspólnej miski… Krzyk… Rzucanie się na podłogę… Bo banan sam się przepołowił… Śmiech. Rzucanie w ścianę umytymi ziemniakami. Plusk… ! Wrzucanie ich z całej siły w wodę. Tak… Takich rzeczy można się spodziewać gdy zaprosimy malucha do kuchni. Czy warto? Warto!
Zdjęcie z galerii Pexels
Gotowanie z małym dzieckiem. Czy warto?
Gotowanie z maluchem niewątpliwie oznacza dłuższą pracę oraz więcej sprzątania. Wymaga poświęcenia dodatkowej uwagi, ponieważ należy zapewnić mu bezpieczeństwo. Posiłek powinien być zaplanowany tak aby wiedzieć co będzie przygotowywane i jakie zadania może wykonać dziecko. Mimo tych wszystkich wad, zapraszam swoje dziecko do kuchni. Rozwija to jego kompetencje: motorykę, uważność, planowanie, poczucie sprawczości. Zachęca do pomagania. Daje poczucie uczestniczenia w czynnościach domowych. Rozwija zaradność. Gotujący od dawna trzylatek może już dużo pomóc w kuchni.
Jakie zadania można dać dziecku? Orientacyjne przedziały wiekowe
Roczniak może usiąść przy stole i coś wymieszać. (Na pewno rozsypie dużo wokół siebie.)
1,5-roczniak przełoży obierane ziemniaki do garnka a potem umyje. (Możliwe, że będzie rzucał i rozbryzgiwał wodę po kuchni.) Spróbuje też rozładować zmywarkę.
2-latek wymiesza ciasto na naleśniki. Wleje mleko, wodę, wsypie mąkę, rozbije nawet jajko. Wymiesza ciasto. Pokroi banana nożem do smarowania.
2,5-latek obierze marchewkę obieraczką. (Jeśli się nie boicie, że sobie przytnie palce.) Marchewka oraz pietruszka dobrze się do tego nadają. Mają prostą powierzchnię i są łatwe w bezpiecznym obieraniu.
3-latek zetrze jabłko na tarce.
Zdjęcie z galerii Pexels
Praktyczna wskazówka
Na koniec jeszcze jedna praktyczna wskazówka. Warto zaplanować wcześniej kilka zadań do wykonania przez dziecko. Gdy zobaczysz pierwsze oznaki znudzenia, przekieruj uwagę na inną aktywność. Znudzony maluch może bałaganić ze zdwojoną mocą. 😉 Oszczędzi Wam to na pewno wiele niepotrzebnych emocji.
W moim domu tradycyjne pierogi są idealnym daniem blw. Ich wielkość i kształt można bez problemu dostosować do możliwości dziecka. Wariacji na temat farszu także może być wiele. Ja polecam te mięsne- najmniej się rozpadają. 😉 Przygotowałam je pierwszy raz gdy mój syn skończył 11 miesięcy i już wtedy jadł je z dużą łątwością i wielkim apetytem. Poniżej pokazuję przepis. Dostosujcie farsz do Waszych potrzeb. Polecam!
Składniki na farsz (na około 80 małych pierogów)
900 gram mięsa (np. piersi z indyka)
600 gram kapusty kiszonej
1 ½ cebuli
1 marchewka
przyprawy – na przykład:
3 łyżki tymianku
1 łyżka ostrej papryki
1 łyżka słodkiej papryki
½ łyżeczki pieprzu
Składniki na ciasto (na około 80 małych pierogów)
4 szklanki mąki pszennej
1 ½ szklanki ciepłej mąki
6 łyżek oliwy
Wykonanie
Przygotuj farsz:
Ugotuj mięso w wodzie oraz marchewkę (możesz też na bazie tego wywaru przygotować przy okazji inną zupę).
Lekko podsmaż cebulę z kapustą kiszoną a potem dolej wody i gotuj do miękkości. (Jeśli nie chcesz smażyć możesz też ugotować kapustę ale nie gotuj jej z innymi warzywami.)
Całość (mięso wraz z kapustą) zblenduj.
Dopraw do smaku. Pamiętaj, że w pierogach najsmaczniejsze jest zawsze mocniej doprawione mięso).
Przygotuj ciasto
Wszystkie składniki wsyp do miski i ugniataj ręką aż ciasto będzie się odklejało od miski. Powinno być lekko sprężyste.
Przełóż np na posypaną mąką deskę i przykryj miską. Odczekaj 15 minut.
Rozwałkuj ciasto, wytnij szklanką okręgi, połóż farsz i formuj pierożki. Jeśli przygotowujesz je dla malucha – mniejsze będą łatwiejsze do wzięcia do ręki.
Aby je ugotować – włóż je do wrzącej wody a następnie zmniejsz moc kuchenki. Po wypłynięciu na wierzch wody gotuj przez około 5 minut.
Jeśli zamierzasz je zjeść od razu to wyjmij je z wody na talerze. Jeżeli planujesz je zjeść później lub mrozić to włóż na chwilę do zimnej wody, przełóż na talerz i odsączone umieść na talerzach. To zapobiega ich sklejaniu się.
Już sam tytuł dzisiejszego artykułu sugeruje, że będzie on o samych zaletach rozszerzania diety u dzieci metodą BLW. Dowiecie się z niego dlaczego warto podjąć to wyzwanie. Zapraszam!
Wspólny czas rodzinny
Czas spędzony z rodziną jest jednym z ważniejszych powodów, przez które zdecydowałam się na taki sposób rozszerzania diety u dziecka. To bardzo duży komfort móc w spokoju zjeść wspólny posiłek. Maluch od razu jest włączony w to rodzinne wydarzenie, nie czuje się odosobniony. Nie ma więc powodu do stania pod stołem, krzyczenia i domagania się jedzenia od rodziców jak to bywa w wielu domach. Mogłam spokojnie przymknąć oko na ogólny chaos w mieszkaniu i spokojnie wypić ciepłą herbatę. 😉
Radość z jedzenia
To jest pozytywna strona jedzenia BLW, którą odkryłam całkiem przypadkowo. Odkrywanie nowych smaków i konsystencji oraz oczywiście babranie się w nich sprawiało mojemu synowi ogromną przyjemność. Był po prostu szczęśliwy, że ma przed sobą otwarte nowe możliwości. Wcześniej gdy podawaliśmy mu jedzenie łyżeczką, to delikatnie mówiąc, nie wykazywał entuzjazmu.
Kontrola łaknienia
Dziecko, karmione tą metodą powinno jeść tyle ile chce, a resztę zapotrzebowania na składniki odżywcze uzupełnić mlekiem mamy albo modyfikowanym. Maluch uczy się kontrolować łaknienie. Nie wolno mu wpychać jedzenia ani namawiać. Jeśli nie chce jeść – nie je. Uczy to kontrolowania swoich potrzeb i ich regulacji. W przyszłości ma ograniczyć predyspozycje do otyłości. Jak to będzie? To dopiero się okaże ale mając taką wiedzę warto już na starcie pomóc maluchowi i go nie przekarmiać.
Koordynacja oko – ręka
Samodzielne jedzenie było u nas możliwością do ćwiczenia koordynacji oko – ręka. Pomogło to w uzyskiwaniu ogólnej sprawności manualnej. W wieku 10 miesięcy mój syn potrafił pić sam z otwartego kubka (choć wiadomo, że wypadki się zdarzały) i najadał się podczas posiłku.
Dlaczego warto?
Według mnie, to są najważniejsze zalety samodzielnego jedzenia dziecka:
jest to świetna zabawa i ćwiczenie sensoryczne,
uczy radości ze wspólnego jedzenia,
rozwija dziecięcą ciekawość,
dziecko bierze udział we wspólnym dzieleniu się jedzeniem. Nikt mu nie odmawia, tego co je rodzic. Maluch czuje się akceptowany. Sam się później chętnie dzieli,
jest to metoda odżywiania dzieci, która bardzo często wymaga zmiany nawyków żywieniowych całej rodziny na zdrowsze,
ćwiczy koordynację oko- ręka,
umożliwia zjedzenie całej rodzinie posiłku w tym samym czasie. Wzmacnia więzi, a rodzicom daje chwilę spokoju na zjedzenie.
*Wpisy mają charakter wyłącznie informacyjny. Nie zastąpią one konsultacji medycznej. Sposób żywienia dziecka zawsze konsultuj z lekarzem pediatrą.
Bibliografia
Murkett T., Rapley G., Bobas lubi wybór, wyd. MamaniaMinge N., Minge K., Rodzicielstwo bliskości. Jak zbudować więź z dzieckiem?, Edgard 2013
Poradnik żywienia niemowląt. Krok po kroku od narodzin do pierwszych urodzin. Medycyna Praktyczna, Kraków 2014 (do ściągnięcia tutaj: https://1000dni.pl/ )
Ostatnio pisałam o tym jak u mnie w domu wyglądały początki rozszerzania diety (tutaj). Nie oszukujmy się, niektóre sprawy potrafią wyglądać pięknie w teorii jednak praktyka często nas przerasta. Do dzisiejszego wpisu zebrałam to co wydaje się być najtrudniejsze i budzi największe obawy wśród rodziców i innych osób opiekujących się dzieckiem.
Bałagan
Bałagan to chyba drugie imię BLW. Na każdym etapie samodzielnego jedzenia mojego syna wyglądał on inaczej, więc inne środki musiały być podejmowane, żeby go ograniczyć. 😀 Na samym początku kawałek jedzenia był brany do buzi, przeżuwany i wypluwany na stół lub wyrzucany na podłogę. Potem, gdy był głodny zjadał jedzenie bardzo ostrożnie a rozrzucał je dopiero gdy się najadł. Zdarzało się też tak, że gdy od razu na talerzu pojawiło się za dużo jedzenia rozrzucał większość na podłogę i zostawiał jeden kawałek, który wkładał do buzi a potem oczekiwał na podanie większej ilości. 😀 Na pewno to jak będzie bałagan wyglądał u Was zależy od Waszego dziecka. Zawsze warto dostosować do niego swoją reakcję. Piszę Wam o tym, żebyście wiedzieli, że nie tylko Wasze dziecko bałagani ;).
Co robiłam:
pod stołem miałam obrus 😉 . Sprawdził się on lepiej od folii. Można łatwo utrzymać higienę: wytrzepać i wyprać. To co się stanie z jedzeniem, które na niego spadnie zależy od Was. Możecie z takiego czystego obrusu je podnieść i zjeść, podać dziecku lub wyrzucić jeśli Wam to odpowiada,
podawałam maluchowi jedzenie w małych porcjach i dokładałam na talerz,
zaopatrzylam się w śliniaki z długimi rękawami i kieszonką. Gdy syn miał około 9 miesięcy sam wyciągał sobie z nich jedzenie, które tam wpadło.
Marnotrawienie
Nawet jeśli zdecydujecie się jeść z obrusu na podłodze to część jedzenia nie będzie już zdatna do spożycia. Szacunek do jedzenia jest w naszej kulturze bardzo ważny. Ja sama nie mogłam znieść tego, że spada ono na ziemię. Ale potem pomyślałam o tym w inny sposob:
każda nauka samodzielnego jedzenia dziecka wiąże się ze stratami jakiejś części potrawy. Przy takiej formie posiłku jestem w stanie więcej z niego odzyskać niż z tzw. papki,
to dla dziecka świetna nauka, zabawa, a czasem terapia sensoryczna dzięki poznawaniu nowych konsystencji. Daje to dużo radości. Jest mniej szkodliwe dla środowiska niż gdybyśmy kupowali dziecku plastikowe zabawki.
Zakrztuszenia i zadławienia
Teoretycznie dziecko, które jest prawidłowo posadzone je bardzo ostrożnie. Czym wcześniej zaczyna jeść samo, tym większa szansa, że odruch odkrztuszania będzie uczył go samodzielnego połykania. W naszym przypadku zakrztuszenia zdarzyły się kilkakrotnie ale tylko wodą. Najczęściej wtedy, gdy sama wlałam za dużo wody do kubka i syn był tym zaskoczony. Zadławienie na szczęście nigdy nie miało miejsca. Na pewno, nie tylko stosując BLW, warto dowiedzieć się jak prawidłowo udzielać pierwszej pomocy. I tutaj z mojego doświadczenia, lepiej przejść się na dobry kurs pierwszej pomocy lub zapytać doświadczonego ratownika medycznego niż szukać rad w internecie. Naprawdę niektóre są niebezpieczne!
Jedzenie sztućcami
Niektórzy obawiają się, że dziecko, które na początku je dłońmi nie będzie chciało jeść sztućcami. Nie jest to uzasadnione. Maluch zawsze chce robić to co rodzic. Warto mu więc pozwolić na to gdy samo wyrywa się do nauki jedzenia sztućcami. Czasem rodzice tego nie robią obawiając się bałaganu a potem dziwią się że maluch jeszcze tego nie umie.
Mam nadzieję, że rozwiałam największe wątpliwości odnośnie umożliwiania maluchowi samodzielności przy jedzeniu. Kolejne wpisy będą już o tym co jest dobre w BLW i czego uczy ono nasze dzieci.
*Wpisy mają charakter wyłącznie informacyjny. Nie zastąpią one konsultacji medycznej. Sposób żywienia dziecka zawsze konsultuj z lekarzem pediatrą.
Bibliografia
Murkett T., Rapley G., Bobas lubi wybór, wyd. Mamania Minge N., Minge K., Rodzicielstwo bliskości. Jak zbudować więź z dzieckiem?, Edgard 2013 Poradnik żywienia niemowląt. Krok po kroku od narodzin do pierwszych urodzin. Medycyna Praktyczna, Kraków 2014 (do ściągnięcia tutaj: https://1000dni.pl/ )
Sezon na szparagi właśnie się rozpoczyna. Co powiecie na to aby w związku z tym na bazie tych popularnych ostatnio warzyw ugotować pożywną warzywną zupę? Proponuję dzisiaj krem szparagowy wzbogacony smakiem innych jasnych warzyw.
Składniki
udko z indyka lub inne mięso na wywar
woda
3 małe pietruszki
ok. ⅛ selera
3 małe ziemniaki
ząbek czosnku
biała cebula
szparagi białe 0,5 kg
łyżka suszonego lubczyku
ok. ⅓ startej na tarce gałki muszkatołowej
sól (opcjonalnie)
odrobina koperku
Wykonanie
Włożyć do garnka mięso, zalać zimną wodą i zacząć gotować na małym ogniu.
W tym czasie obrać, umyć warzywa, pokroić na mniejsze kawałki. Szparagi dodatkowo obrać ze stwardniałych części i pokroić. Można odkroić oddzielnie główki szparagów aby ugotowane potem dodać do dekoracji.
Do mięsnego wywaru włożyć warzywa i przyprawy. Gotować aż szparagi i pozostałe warzywa będą miękkie ale nie rozgotowane.
Zmiksować warzywa z wywarem ale teraz masz dwie możliwości.
Możesz cześć wywaru odlać (zostawić sobie taką bazę do innej zupy) – wtedy uzyskasz gęsta zupę od samych warzyw (ja wybrałam tę opcję). I zupa gotowa!
Możesz też zmiksować warzywa w całej wodzie jeśli nie jest jej za dużo. Rozbełtać osobno 2 jajka i wlać do wrzącej zupy. Całość powinna się ładnie zagęścić.
Początki prawie zawsze bywają trudne. A czasem… nierealnym okazuje się zacząć w taki sposób jak się planowało. Tak stało się i w naszym przypadku gdy chcieliśmy dać naszemu synowi większą niezależność przy jedzeniu. Karmienie metodą BLW (ogólne zasady znajdziecie tutaj) zakłada, że dziecko musi umieć siedzieć. Wtedy jest stabilne i przede wszystkim bezpieczne. Autorki powyższej metody twierdzą, że wraz z kompetencjami przydatnymi do jedzenia takimi jak np. żucie, pojawia się umiejętność siedzenia. Mniej więcej w tym samym czasie maluch jest gotowy do wprowadzania pokarmów stałych.
Czy tak jest rzeczywiście i jak się to ma do oficjalnych wytycznych? Rozszerzanie diety powinno się rozpocząć między 17 a 26 tygodniem (tutaj informacje). Jest to najpóźniej koniec 6 miesiąca życia dziecka. Czy maluch musi już wtedy samodzielnie siedzieć? Według wielu specjalistów od rozwoju – nie musi, a czasem nawet lepiej później niż wcześniej 😉 . ( Więcej o rozwoju motorycznym dziecka polecam poczytać na tym blogu: mamafizjoterapeuta )
Jak rozpoczynaliśmy?
Zanim mój syn skończył 6 miesięcy był bardzo ciekawy wszystkiego co robiliśmy. Włączało się w to nasze jedzenie i picie. Trzymaliśmy malucha u siebie na kolanach (o tym jak prawidłowo podtrzymywać takiego malucha możecie przeczytać tutaj ) i czasami podawaliśmy mu jabłko do wyssania albo kubek (otwarty) z wodą do picia. Był tym zachwycony. Z BLW musieliśmy poczekać do momentu jak będzie już potrafił dłuższą chwilę siedzieć stabilnie sam. U nas stało się to około 9 miesiąca życia. Wcześniej podawaliśmy zmiksowane pokarmy.
Początki BLW wyglądały tak, że syn wkładał jedzenie do buzi, próbował smaku a następnie wypluwał. Zdecydowaliśmy się wtedy kontynuować karmienie łyżeczką oraz jednocześnie dawać mu możliwość na eksperymenty z samodzielnym jedzeniem. Dla niego to była świetna nauka i zabawa a dla mnie chwila oddechu i przede wszystkim czas na zjedzenie posiłku w spokoju. Potem stopniowo zwiększała się ilość zjedzonych samodzielnie potraw i karmienie metodą mieszaną nie było już potrzebne.
Frustracje
Prawdopodobnie jak każdego rodzica dopadały mnie wątpliwości. Najpierw: czy mu się nie stanie coś złego? Potem: czy się naje? Następnie: kiedy zacznie się najadać pokarmami stałymi tak, żebym mogła skończyć karmić piersią? Ale były też inne: bałagan i irytacja jeśli chodzi o zabawę jedzeniem.
Jeśli takie wątpliwości Was dopadną to jednak polecam je w większości usunąć z głowy i cieszyć się chwilą wolną gdy maluch jest zajęty eksplorowaniem fantastycznych konsystencji potraw. 😉 Czas na wypicie ciepłej herbaty przy małym dziecku był dla mnie bezcenny. Więcej o wadach i zaletach pozwalania maluchowi aby nadł samodzielnie przeczytacie w kolejnych artykułach. Postaram się dać pewne wskazówki jak sobie radzić z podobnymi obawami.
*Wpisy mają charakter wyłącznie informacyjny. Nie zastąpią one konsultacji medycznej. Sposób żywienia dziecka zawsze konsultuj z lekarzem pediatrą.
Minge N., Minge K., Rodzicielstwo bliskości. Jak zbudować więź z dzieckiem?, Edgard 2013
Poradnik żywienia niemowląt. Krok po kroku od narodzin do pierwszych urodzin. Medycyna Praktyczna, Kraków 2014 (do ściągnięcia tutaj: https://1000dni.pl/ )
Czy każdy Bobas Lubi Wybór? No pewnie! A czy to jest kaprys? Jeśli tak, to taki sam jak Twój gdy zamiast ziemniaka decydujesz się zjeść marchewkę. 😉 BLW to skrót od „Baby-led Weaning” co jest luźno tłumaczone na język polski jako „Bobas Lubi Wybór” (to hasło pojawiło się już na blogu wraz z przepisami w zakładce KUCHENNIE). Jest to metoda karmienia niemowląt, która stanowi alternatywę dla popularnych w naszej kulturze zmiksowanych potraw.
Dzisiaj napiszę Wam bardzo ogólnie na czym polega takie karmienie niemowlaka. Szykuję już kolejne teksty, gdzie opowiem jak to wszystko działa w praktyce :).
Nie miksować? Czyli jak?
O tym, że dziąsła niemowlaka potrafią nieźle rozgniatać i ciąć dowiedziała się niejedna mama karmiąca piersią. Wiadomo, że zęby mają większe możliwości ale potrawy da się przygotować w taki sposób, żeby maluch poradził sobie bez nich.
Jeżeli tak, to można zaryzykować i spróbować dać maluchowi jedzenie, które nie było wcześniej rozgniecione. Ale co z zakrztuszeniem i zadławieniem? Według autorek przytoczonej przeze mnie książki, są to dwa różne procesy. Zakrztuszenie się jest odruchem obronnym i bezpośrednio nie jest niebezpieczne. Zadławienie wiąże się z wpadnięciem części stałej do dróg oddechowych. Wtedy należy udzielać pierwszej pomocy zgodnie z obowiązującymi standardami. Czy przy BLW jest to częste? Podobno nie. Dziecko, które prawidłowo siedzi (jest wychylone do przodu) i od wczesnych miesięcy życia próbuje samo jeść, robi to bardzo ostrożnie. W ciągu pierwszych dwóch tygodni stosowania tej metody więcej wypluje niż zje. Potem stopniowo zwiększa się ilość zjedzonego pokarmu. W tym czasie nadal podstawą żywienia jest mleko mamy albo modyfikowane. Założenie BLW jest takie, że dziecko samo decyduje ile je pokarmów stałych i jak dużo pije mleka. Cały proces ma przebiegać naturalnie, z dużym zaufaniem do dziecka.
Przy stosowaniu metody BLW wszyscy domownicy jedzą wspólnie. Każdy członek rodziny je to samo i ma do wyboru po kilka produktów na talerzu. Rodzic ma więc czas na swój posiłek a cała rodzina może ze sobą rozmawiać. Dziecko nie jest już biernym obserwatorem (często robiącym awanturę i domagającym się zjedzenia dokładnie tego co rodzice) ale uczestnikiem wspólnego wydarzenia. Na malucha nie zwraca się szczególnej uwagi, nie komentuje, nie krzyczy i nie zmusza do jedzenia. Kiedy jest posadzone do posiłku nie może być głodne, zmęczone ani rozdrażnione.
Rodzaje pokarmów
Zgodnie z obecnymi oficjalnymi standardami maluchowi nie powinno się podawać produktów solonych, smażonych czy zawierających cukry proste. Z uwagi na charakter BLW należy także unikać produktów, które wyjątkowo narażają na zadławienie jak np. całe winogrona, orzechy itp. Cała rodzina musi jeść to co dziecko i w tym samym czasie. Czas więc na zmianę swoich przyzwyczajeń na zdrowsze.
Wątpliwości…
Metoda zakłada, że dzieci, które mają przed sobą zdrowe produkty wybiorą te zawierające składniki, których potrzebują w danej chwili. Powołuje się ona jednak na badania, które nie są do końca zweryfikowane z uwagi na ich rzekomo błędną metodologię. Ale powiedzmy sobie szczerze, że to rodzic i tak w ostateczności decyduje o tym co pojawi się na stole przed dzieckiem. Z drugiej strony nawet gdy dostaje ono zmiksowane potrawy, to często ich kompozycja nie odpowiada dziecku i nie chce jeść. Sposób żywienia malucha zawsze warto skonsultować z lekarzem pediatrą. Generalnie tę metodę stosuje się u dzieci zdrowych, bez problemów z przybieraniem na wadze. BLW można dostosować do oficjalnych wytycznych, które mówią o tym jakie potrawy dziecko powinno zjadać, w jakim wieku i w jakiej kolejności. Stronę z takimi wytycznymi podaję w linku w bibliografii. Ze względu na bezpieczeństwo:
zawsze myj dziecku ręce przed posiłkiem,
nie zostawiaj dziecka samego przy stole,
nie zostawiaj malucha samego z jedzeniem,
pilnuj odpowiedniej pozycji: dziecko powinno być lekko przechylone do przodu tak aby mogło z łatwością wypluć jedzenie. Musi już siedzieć stabilnie.
Podsumowując, BLW jest metodą żywienia dzieci, która akceptuje ich własne zdanie, daje wybór. Nie zmusza do jedzenia i umożliwia maluchowi kontrolowanie uczucia głodu i sytości, wspiera koordynację oko – ręka. Może też pomóc rodzicom odpocząć i zjeść wspólnie w spokoju ciepły posiłek.
Jak to wygląda w praktyce? O tym będzie w kolejnym wpisie. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o metodzie odżywiania dzieci BLW lub innych bardziej popularnych w naszej kulturze to sięgnijcie po pozycje z bibliografii. Możecie też spojrzeć na udostępniony tutaj film, w którym profesor Mirosław Jarosz z NCEŻ (Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej) wypowiada się na temat BLW.
*Wpisy mają charakter wyłącznie informacyjny. Nie zastąpią one konsultacji medycznej. Sposób żywienia dziecka zawsze konsultuj z lekarzem pediatrą.
Minge N., Minge K., Rodzicielstwo bliskości. Jak zbudować więź z dzieckiem?, Edgard 2013
Poradnik żywienia niemowląt. Krok po kroku od narodzin do pierwszych urodzin. Medycyna Praktyczna, Kraków 2014 (do ściągnięcia tutaj: https://1000dni.pl/)
PS Zdjęcie w nagłówku autorstwa Trang Doan z Pexels
Jeśli szukaliście pomysłu na tartę na wyjątkowo zdrowym spodzie to właśnie go znaleźliście. Jeśli szukaliście sposobu na przygotowanie kaszy jaglanej w ciekawy sposób – to również. Jest to także dobry przepis dla tych, którzy planują wspólny posiłek z dziećmi. Zapraszam!
Składniki
Spód:
¾ szklanki kaszy jaglanej
¼ szklanki kaszy kukurydzianej
cebula
2 szklanki wody lub bulionu
2 łyżki oliwy z oliwek
sól (opcjonalnie)
Farsz:
ok. 300 gram fileta z indyka
mały jogurt naturalny
kilka gałązek świeżego tymianku
cebula
ząbek czosnku
2 jajka
pomidor
ser mozzarella
Wykonanie:
Spód:
Podgrzać w garnku oliwę i zeszklić na niej obraną i pokrojoną drobno cebulę.
W tym czasie wysypać kaszę jaglaną na sito. Przelać wrzątkiem a następnie zimną wodą (pozbędziecie się w ten sposób goryczy).
Kasze jaglaną i kukurydzianą wsypać do garnka. Prażyć przez ok. 3 minuty.
Wlać wodę. Dodać przyprawy. Gotować przez 15 min lub dłużej – do wchłonięcia się wody. Nie mieszać.
Nagrzać piekarnik do 180 stopni. Formę na tartę o średnicy 25 cm wysmarować oliwą.
Gotową masę z garnka wyłożyć do formy. Odpowiednio ułożyć masę w formie dociskając do brzegów.
Włożyć ciasto do piekarnika i piec aż się zarumieni. Ok. 15 min.
Farsz
W tym czasie przygotować farsz. Mięso, obraną cebulę, jogurt, tymianek, czosnek zmiksować w blenderze na gładką masę. Dodać jajka i wymieszać.
Na wyjęty z piekarnika spód wylać masę. Na wierzchu ułożyć pomidory i mozzarellę.
Przygotowania do świąt Bożego Narodzenia w moim domu trwają w najlepsze. Pomyślałam, że jest to dobra okazja do tego aby podzielić się z Wami przepisami na potrawy, które są już przeze mnie wykonane a do tego świetnie się udały. Jeśli jeszcze nie macie wszystkiego zrobionego to jest szansa, że jeszcze w tym roku się Wam przydadzą. Będą: tradycyjne pierniczki, kompot z suszu ale przełamany świeżymi owocami oraz gotowana kapusta z owocami. Ten ostatni przepis jest szczególnie ciekawy, ponieważ łączy kwaśne i słodkie smaki oraz pozwala bardzo smacznie wykorzystać owoce z kompotu.
Pierniki
Pierniki zostały upieczone ze składników z przepisu Pawła Małeckiego z KuchniaLidla.pl. Poniżej znajdziecie nagranie, w którym z tego ciasta jest wykonywany piernikowy dom.
Składniki:
miód – 250 g
smalec lub masło – 60 g
cukier puder – 30 g
cukier – 30 g
jajko – 2 szt.
przyprawa do piernika – 3 łyżeczki
mączka kukurydziana – 85 g
mąka pszenna – 300 g
proszek do pieczenia – 0,5 łyżeczki
Wykonanie:
Miód, smalec lub masło oraz cukier puder rozpuścić w garnku na palniku.
Resztę składników wsypać do miski i połączyć z wystudzoną do około 40 stopni masą.
Całość wyrobić, zawinąć w folię spożywczą i odłożyć na godzinę do wystudzenia.
Ciasto rozwałkowywać i wycinać ciasteczka.
Piec w rozgrzanym piekarniku do ok.180 stopni przez około 15 minut (od 10 minut do 20 minut).
Kompot z suszonych i świeżych owoców. Z pomarańczą i jabłkiem.
Jest to przepis, który pozwala na przełamanie tradycyjnych wigilijnych smaków. Bardzo esencjonalny kompot, który smakuje zarówno suszonymi owocami jak i świeżymi pomarańczami i jabłkami.
Składniki
(porcja na 1 szklankę bardzo esencjonalnego naparu – można rozcieńczyć wedle uznania):
garść suszonych śliwek
garść suszonych moreli
garść suszonych rodzynek
garść suszonych żurawin
pół świeżej pomarańczy
świeże jabłko
3 goździki
0,5 łyżeczki cynamonu
łyżka miodu
Wykonanie:
Śliwki, morele, rodzynki i żurawinę namoczyć w zimnej wodzie przez pół godziny.
Po tym czasie do wody dodać goździki, cynamon i gotować przez około 15 minut.
Dodać świeże owoce i gotować do miękkości.
Na sam koniec dodać miodu. Jeśli jest taka potrzeba to rozcieńczyć napar wodą lub doprawić (np. cynamonem, pieprzem, sokiem z cytryny, gałką muszkatołową).
Gotowana kapusta z suszonymi owocami
Gotowana kapusta z suszonymi owocami może być alternatywą dla tradycyjnej kapusty z grochem. Połączenie kwaśnego smaku ze słodkim jest z tym przypadku zaskakujące a co więcej doskonale się komponuje z innymi wigilijnymi potrawami. Ta potrawa ma jeszcze jedną zaletę: pozwala wykorzystać owoce z kompotu z suszonych owoców.
Składniki:
porcja kapusty kiszonej
porcja owoców z kompotu (objętościowo taka sama jak kapusty kiszonej po ugotowaniu)
miód
Wykonanie:
Odciśnij kapustę kiszoną, pokrój i ugotuj.
Odlej wodę po gotowaniu kapusty i dodaj suszone owoce.
Całość chwilę podduś (możesz dolać trochę kompotu) i na koniec dodaj miód do smaku.
Mam nadzieję, że przepisy się Wam przydadzą i Was zainspirują. Życzę Wam wspaniałych, przepełnionych miłością Świąt Bożego Narodzenia i radości z kolędowania!